12.09.2017

Wasze opinie

Katarzyna Kurek

Instruktor z ADHD. Wirus motywacji i pozytywnej energii, doświadczenie w ciągłym rozwoju, wiecznie w ruchu.

Powrót do wszystkich artykułów

Instruktor z ADHD. Wirus motywacji i pozytywnej energii, doświadczenie w ciągłym rozwoju, wiecznie w ruchu.

Zacznę stereotypowo, jak wszyscy, że sport to całe moje dzieciństwo, młodość, że towarzyszył mi od najmłodszych lat. Zadziorność i przebojowość w życiu zawdzięczam rodzinie. Dzięki dość sporej gromadce rodzeństwa i temu że byłam najmłodsza, wyrobiłam w sobie wolę walki, musiałam przetrwać. Oczywiście żart :). W podstawówce serdeczni kapusie donosili do wychowawczyni o bójkach z kolegami na przerwie, a zwłaszcza z jednym. Jak dziś pamiętam Krzyśka: „proszę Pani bo Kaśka Kurek ze złamaną ręką pobiła Wojtka na przerwie”. Nie było trudno zauważyć , że Wojtek i ja nie pałaliśmy do siebie miłością :D. W czasach szkolnych upust energii dawałam również na licznych zawodach z każdej dyscypliny sportu, a przede wszystkim w tenisie stołowym, w którym uzyskiwałam dość wysokie pozycje np. pierwsze miejsce w województwie. Potem pojawiła się piłka ręczna i do niej wielka miłość, która później zaowocowała uzyskaniem tytułu instruktora, liceum to znów koszykówka, aż przyszedł czas studiów. Nie jest odkryciem Ameryki informacja, że poszłam na AWF. Tu zaczęły się otwierać inne horyzonty; instruktor aqua aerobiku, pływania, koszykówki, wspomnianej piłki ręcznej…  Zdobywana wiedza pchała mnie w coraz większą otchłań jaką jest ciało ludzkie, jego budowa i funkcjonowanie. Dzięki temu ukończyłam kurs instruktora fitness, a wkrótce instruktora siłowni. Na tym jednak nie poprzestałam. Masa szkoleń kursów, m.in międzynarodowy kurs trenera personalnego, trenera medycznego, instruktora kettlebell, trampolin. Wszystko co nowe w tej branży budziło we mnie ciekawość i zainteresowanie. „Pasje”, bo tak to trzeba raczej nazwać , próbuje przekazywać na zajęciach i treningach personalnych. Cieszę się, że mi się to udaje, a kolejne uśmiechnięte buzie wychodzą z zajęć, a nawet pozostają po nich by mi podziękować za zmianę trybu życia, nastawienia do ruchu, wyglądu.  Obecnie dalej, jak to znajomi mówią, jestem przerośniętym ADHD. Wszystko co jest dla mnie wyzwaniem, budzi adrenalinę a tym samym mnie do życia, jest dla mnie atrakcyjne. Owszem łamię zasady te obowiązujące powszechnie, głównie dotyczące prędkości, ale łamię też własne bariery. Nie kończy się na przekazywaniu podopiecznym haseł: „dasz radę”, ale sama też chce dawać radę w tym co jest dla mnie z pozoru nie do pokonania. Sezonowo jak respirator do życia pobudza mnie motocykl. Chyba z roku na rok coraz więcej mam miłości i szacunku do tego maleństwa. Zdobyty po cichu, bez wiedzy rodziny, bez przedwczesnego poklasku i fame`u na facebooku.  Od czasu do czasu odkrywam w sobie lęki różnej postaci i staram się je pokonywać. Tak jest z lękiem wysokości. Najpierw przekroczyłam granice skacząc z bungee, a potem ze spadochronem. Nie będę opisywać obszernie, że nadal ćwiczę, bo raczej bez tego ucierpieli by najbliżsi, ale potwierdzę- tak ćwiczę :). Gromadzę wokół siebie podobnych zajawieńców, którzy dają się ponieść mojej treningowej fantazji zarówno na zajęciach grupowych jak i treningach personalnych. Obecnie zaczęłam kolejny rozdział mojego funkcjonowania w tej branży w postaci wyjazdów weekendowych na których jest moc mięśniowej pompy, potu, zabawy i pozytywnej energii. Wyjazdy są nie tylko dla tych którym treningi w ciągu tygodnia nie wystarczają. Są również takie wyjazdy, których oferta skierowana jest bezpośrednio do pracowników biurowych. Program dla nich zawiera lekcje kompensujące pracę zawodową, korygujące nawarstwiające się konsekwencje siedzącego trybu życia. Pomysł owszem nowy ale tylko z pozoru. Już prawie 10 lat temu prowadziłam tego typu tygodniowe wyjazdy min dla Katarzyny Grocholi, Pauliny Holtz. Czemu nie mielibyśmy dostąpić takiego „luksusu”, czyż nie zasługujemy na to?

Rynek, ogólnie ujmując wellness, to w ostatnich czasach również bardzo prężnie rozwijający się biznes. Co krok proponowane są kolejne suplementy, odżywki, magiczne środki, które dotychczasowe leniwe podejście i sylwetki rzekomo zamienią w dwa dni w „super fit”. Raczej należę do tych osób, które podchodzą w baaaardzo konserwatywny sposób do tych tematów i z dużym dystansem patrzą na kolejne nowinki treningowe, sprzęty, suplementy, trendy fitness. Często sama na sobie testuje, dociekam od strony fizjologii, anatomii skuteczność wspomnianych super środków. I takiego krytycznego i zdrowego rozsądku uczę swoich podopiecznych, włączam myślenie i czujność. Tak było z produktami, a dokładnie solami firmy Salco. Nie będę ukrywać, że również podeszłam z dystansem i otwartymi oczami na „cudowność” tego produktu. I byłam bardzo miło zaskoczona – relaks i regeneracja! Mało tego podobne działanie zwłaszcza na skórę i paznokcie, co dla nas kobiet jest chyba najistotniejsze, zauważyły moje podopieczne. Mocne paznokcie i aksamitna jak po najdroższych balsamach skóra, to chyba najbardziej zauważalne zmiany po zastosowaniu tych soli. Kolejną z zalet jest zmniejszenie odczuwania potocznie zwanych „zakwasów”, a to potężny plus szczególnie dla rozpoczynających przygodę z regularną aktywnością!;-)

Powrót do wszystkich artykułów

Newsletter

Jeśli chcesz być na bieżąco i śledzić najnowsze wiadomości, zapisz się do newslettera.

Kontakt

Skontaktuj się jeśli jesteś zainteresowany współpracą, informacją o produktach lub zamówieniach.


14 612 75 19 ( cznne od 7.00 do 15.00 ) lub 519 455 669

Zakład Przeróbki Solanek
Jodowo-Bromowych „SALCO” S.J.
32-744 Łapczyca 445

tel.: +48 14 612 75 19
fax: +48 14 612 79 22

Projekt i realizacja: Challenge Studio

Pliki Cookies

Strona SALCO na której się znajdujesz korzysta z plików cookie.
Pozostając na tej stronie, wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.